Forum www.pitak.fora.pl Strona Główna www.pitak.fora.pl
Pitakowie pochodzą z królewskiego grodu
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Horyzonty Misyjne. Odzyskać Kościół na Ukrainie

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.pitak.fora.pl Strona Główna -> Turystyka i wypoczynek
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
pitak
Administrator



Dołączył: 02 Cze 2008
Posty: 278
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Wto 13:11, 08 Sie 2017    Temat postu: Horyzonty Misyjne. Odzyskać Kościół na Ukrainie

.
Odzyskać Kościół na Ukrainie


Jestem ks. Andrzej Mihułka, rodem z Komarna koło Gródka Jagiellońskiego na Ukrainie. Obecnie pracuję w miejscowości Sokal na północ od Lwowa. Jestem proboszczem parafii i kościoła, leżącego w centrum miasta, w którym do niedawna znajdował się bazar oraz w Tartakowie, gdzie kościół został odzyskany przez mojego poprzednika, ks. Olega Salomona.


Kiedyś było tu piękne i słynne sanktuarium Matki Bożej Tartakowskiej Uzdrowicielki Chorych. Są to piękne tereny, o bogatej historii, zwłaszcza Lwów czy Stanisławów, Tarnopol, Kamieniec Podolski. Tuż przy granicy z Polską, na wysokości Tomaszowa Mazowieckiego leży miejscowość Sokal, miasto powiatowe liczące dwadzieścia parę tysięcy mieszkańców.



A nieopodal mała wioseczka (kiedyś duża miejscowość na prawie magdeburskim) Tartaków. Znajduje się tu pałac Potockich, niestety ruina.
Piękny jest kościół, zbudowany w roku 1603 jako kościół drewniany, zniszczony i odbudowany jako murowany na planie krzyża równoramiennego. Rozwijał się tu kult Matki Bożej, działy się liczne cuda.

Kiedy sanktuarium w Tartakowi zostało odzyskane, było dużo zniszczeń. Mieścił się tu magazyn zboża – pozostały jeszcze niektóre fragmenty kondygnacji magazynowych.




W kościele jest skromnie. Nie ma jeszcze światła, nie ma okien. Dach jest zniszczony. W ubiegłym roku... jaskółka miała gniazdo w zakrystii, wróble latają, ale ludzie się cieszą, że mogą się modlić przed kopią obrazu Matki Bożej Tartakowskiej. Oryginał znajduje się w Łukawcu koło Lubaczowa. Niektórzy starsi ludzie mówią, że modlili się przed tym obrazem jako dzieci. Z racji święta Matki Bożej na 8 września do Tartakowa zdążały pielgrzymki.





Dziś miejscowość jest zapomniana – leży na „nieatrakcyjnej trasie”, bo nie ma tu bazy turystycznej. Ale gościliśmy grupę osób, która nocowała we Lwowie, a jednego dnia odwiedziła Żółkiew, Tartaków, Sokal i Krystynopol. W kościele w Tartakowie była Msza św. i Droga Krzyżowa, bo był to czas Wielkiego Postu.
Ludzie nasi byli uradowani, opowiadali o swoich dylematach, życiu, o tym jak walczyli od 1991 r. o świątynię, a odzyskali ją dopiero w 2003 r.





Pierwszy proboszcz, wspomniany ks. Oleg, zawiózł kopię obrazu do Watykanu i dzięki ks. Mieczysławowi Mokrzyckiemu, sekretarzowi Jana Pawła II, obraz został poświęcony i koronowany 8 stycznia 2004 r. w obecności ks. kard. Jaworskiego. W Tartakowie odbyła się uroczysta intronizacja obrazu. Obecnie jest to sanktuarium przede wszystkim z nazwy i tu prośba o modlitwę, żeby wszystkie zrujnowane kościoły na tych terenach wracały do wspólnot. W Tartakowie już się coś dzieje.



Przyszedłem tu w 2009 r. Pomagałem ludziom porządkować świątynię. Przenosiliśmy deski, zostały przywiezione ławki, stacje Drogi Krzyżowej.

Ludziom tłumaczę, że nie jest ważna świątynia zewnętrzna tylko świątynia duchowa. Przede wszystkim chodzi o to, by nauczyć ich modlitwy i umiejętności łączenia jej z pracą codzienną – „módl się i pracuj”. I to starają się robić. Przychodzą – może nie są wielkie tłumy, ale przychodzą ze swoimi dziećmi, wnukami.




Przyjeżdżają również parafianie z Sokala, gdzie ciągle staramy się o odzyskanie choć jednej świątyni. Problem z tym jest dość duży, bo jedna to klasztor pobernardyński, który dziś jest więzieniem, a w drugiej do niedawna był bazar, na którym sprzedawali zwierzęta, kury, gęsi, jajka, mleko, sery… Jeszcze zastałem napis, że rynek w Sokalu jest czynny w niedzielę od 5.00. Była tu też ubojnia zwierząt – prawdopodobnie na głównym ołtarzu rąbano mięso.


Kościół w Sokalu został zbudowany tuż przed wojną, a starania o jego odzyskanie rozpoczęto już w 1990 r.
Obraz Sokalski, oryginał, znajduje się dziś w Hrubieszowie. Mam nadzieję, że ludzie, którzy przeczytają ten tekst z Bożą pomocą i modlitwą przyczynią się do odzyskania kościoła w Sokalu. Wspólnie z dobroczyńcami zebraliśmy wszystkie dokumenty, z którymi chodzę do urzędu i motywuję, że parafia jest już utworzona i zarejestrowana od 1990 r., że jest na to dokument. Urzędnicy twierdzą, że nie ma ludzi, że nie ma nawet mowy o świątyni, że tam nie było kościoła.

Piękne świadectwo dał p. Władysław Pitak, rodowity Sokalanin, obecnie mieszkający w Koszalinie, który został ochrzczony w tej świątyni i ma stosowne dokumenty, wydane przez ks. Szukalskiego, ostatniego proboszcza.




Mówiąc o parafii Sokal, mam nadzieją, że ci wszyscy ludzie będą naprawdę Pana Boga chwalić, bo zależy mi na tym, żeby ludzi nauczyć jedności, pokoju – jak było przed wojną.

Wiele starszych osób opowiada o tych przeżyciach, o Bożym Narodzeniu, które my świętujemy 25 grudnia, a w obrządku prawosławnym – 6 stycznia. Wspominają pielgrzymki do Tartakowa czy Sokala. W wielu szkołach, jeśli była katecheza, przychodził ksiądz obrządku wschodniego grekokatolik, ksiądz katolicki i rabin.




Dzisiejsze zniszczenia świadczą, że trzeba dużo pracy, aby wielu osobom uświadomić, iż można żyć razem, modlić się wspólnie, i zanosić prośby do Pana Boga w różnych językach. Dość często dochodzi do podziałów: „Polacy, idźcie do kościoła” albo „Polaków tutaj nie ma, wyjechali do Polski i tutaj nie potrzebujemy kościoła”. Jest utrwalone przekonanie, jeśli chodzą do kościoła – to Polacy. Ja nie jestem „cudzy”, nie przyjechałem z Polski.




Kiedy pracowałem na terenach południowych, koło Stanisławowa, często wytykano mi: „A ty, Polaku, jedź sobie do Polski”, bo często katolicyzm utożsamiany jest z polskością. Wszędzie są ludzie dobrzy i oni, niezależnie od narodowości, pomagali innym. To są problemy. Nawet w moim rodzinnym Komarnie, chociaż starania są czynione od lat 90., świątynia nie została zwrócona parafii rzymskokatolickiej.





Trzeba ludziom uświadamiać, że katolicy są we Włoszech i w Hiszpanii, i gdzieś na Dalekim Wschodzie. Pokazywać zdjęcia z różnych miejsc. Uświadamiać, że nawet w naszej archidiecezji lwowskiej są parafie, gdzie Msza św. jest sprawowana np. w języku rumuńskim czy niemieckim.
Starsi Polacy są przywiązani do języka polskiego, ale dzieci czy wnuki już najczęściej nie. Może rozumieją, ale przywiązani nie są. Jak powiedziała jedna z parafianek: „Chciałabym, żeby ludzie żyli w jedności, jak kiedyś. Poważali jeden drugiego, pomagali sobie” – o to szczególnie chodzi. I o to prosiłem Matkę Bożą Częstochowską, by wypraszała dary pokoju, jedności i radości dla mieszkańców Wschodu, bo przecież i Ona z Bełza do Częstochowy przywędrowała.


Warto tu przyjechać, spotkać się z ludźmi, posłuchać ich, zobaczyć jedną czy drugą świątynię – są bardzo zniszczone. W niektórych miejscach nie ma nawet ludzi – są tylko wspomnienia.

W kościołach czy kaplicach, gdzie ludzie podejmują sami starania odbudowy nie są w stanie wiele zrobić, bo biednie żyją. Szczególnie w wioskach, gdzie żyją z pracy rolniczej. Starają się jednak pomagać księdzu. Uświadamiam ich, że musimy być jak jedna rodzina.




Na czterechsetlecie kościoła przeżyliśmy przepiękne uroczystości, w których uczestniczyli ludzie z 4 parafii. Był poświęcony pomnik Jana Pawła II, grota. Jednego dnia była Msza św. po polsku, drugiego po ukraińsku. Był zorganizowany festyn przy kościele, mecz piłki nożnej, spotkanie i możliwość porozmawiania ludzi. Potem wiele osób wspominało, że można żyć w zgodzie.

Myślę, że w innych parafiach, gdzie księża wykorzystują taktykę współpracy, gdzie zapraszają ojców z cerkwi np. na Boże Narodzenie czy Wielkanoc, ludzie prędzej to zrozumieją.





Wielkie przeżycie miałem w więzieniu (w pobernardyńskim klasztorze), kiedy ojcowie z cerkwi powiadomili mnie, że jest możliwość poświęcenia pokarmów. Czyniłem starania wielokrotnie, ale mi odmawiano zgody. Więzienie to jest tzw. ciężkim zakładem karnym. Siedzą tam recydywiści – naczelnik uświadomił nam, że to nie są zwykli złodzieje, ale ludzie, którzy zabili, którzy poczynili poważne wykroczenia przeciwko prawu.

W więzieniu jest ok. 700 osób. Jeśli jest się wobec nich życzliwym, rozmawia się z nimi, modli, wiele można zdziałać.

Poszedłem tam – było to niesamowite przeżycie. Piękne modlitwy obrządku wschodniego, piękne śpiewy, spotkania z więźniami. Dostałem od nich ręcznie wykonany obraz Chrystusa Króla Wszechświata. Potem udaliśmy się do cel i rozmawialiśmy z więźniami. Trochę się bałem, ale Matka Boża wszystko ułagodziła.






I jeszcze jedno piękne przeżycie. W 2010 r., 1 czerwca, przed kościołem w Sokalu zebrała się dość duża grupa ludzi. Były relikwie naszego pierwszego biskupa, bł. Jakuba Strzemię, które pielgrzymowały do różnych parafii z racji 600. rocznicy jego śmierci. Była liturgia słowa, opowieści o życiorysie pierwszego biskupa, który był najpierw w Haliczu, potem we Lwowie. Budował świątynię, która dziś jest katedrą lwowską – tam, przed obrazem Matki Bożej Łaskawej, król Kazimierz składał akt zawierzenia Matce Najświętszej.

Peregrynacja relikwii budziła ogromne zainteresowanie ludzi. Pytali, co się dzieje, skąd przyjechaliśmy (jechaliśmy busem z młodzieżą, eskortowani przez policję). Wiele osób przychodziło ucałować relikwie. To było wspaniałe świadectwo.




Podobnie było z beatyfikacją Jana Pawła II. Wywiesiłem duży plakat na drzwiach kościoła. Wielu osobom nie podoba się, że centralna część świątyni jest obecnie wolna – w wieży mieści się radio, w zakrystii sklep sportowy, a po lewej stronie jest agencja ślubna i sklepik internetowy.





Jeżeli przyjedziecie tu z otwartym sercem, ludzie odpowiedzą życzliwością, bo są bardzo gościnni. Są biedni. Przez tyle lat niszczono ich wiarę. Komuniści mówili, że opium dla narodu to religia, że gdzieś tam wysoko Pana Boga nie spotkasz. Dlatego zamykano świątynie, które przejmowały kołchozy. Robiono w nich np. magazyny nawozów. Wiele świątyń zostało w ogóle zburzonych.


W Tarnopolu, gdzie pracowałem w 2002 r., była w centrum miasta zburzona świątynia – zniszczono ją na polecenie Breżniewa, który przejeżdżając tamtędy, zobaczył wieżę kościoła. W latach 40. ludzie wyjechali na ziemie odzyskane. Ci, którzy zostali, przeżyli niełatwy czas. Musieli walczyć o wiarę, szukać księdza.

W Krzemieńcu, gdzie miałem rekolekcje, usłyszałem o p. Irenie, która prawie 14 lat pięknie troszczyła się o kościół – gdy zabrakło księdza, grając na organach, zwoływała ludzi, żeby przychodzili, bo gdyby władze dowiedziały się, że nie ma księdza, zaraz by tę świątynię zamknęły.





Kiedy mi o tym opowiedział ks. Władysław, byłem w szoku, że na tych terenach nawet osoby starsze i schorowane umiały się tak wspaniale dzielić wiarą, walczyć o świątynię w latach 90. Zbierali podpisy, by udowodnić władzom, że tu są katolicy; chodzili do władz, starali się o przybycie księdza, szukając go na terenie Związku Radzieckiego. Księża jeździli wówczas po różnych parafiach w stroju cywilnym, narażając się na represje.

Gdy ks. Rafał Kierniewski, proboszcz katedry, a późniejszy biskup, starał się, żeby nie zamknięto świątyni, zakazano mu odprawiania Mszy św. Musiał pracować jako stróż w parku we Lwowie, a po kryjomu udawał się do katedry i w teren. Spowiadał starszych.

W Komarnie w pierwsze piątki miesiąca przychodziliśmy do pewnej pani – tam przyjeżdżał ksiądz. Spowiadaliśmy się, była Msza św. Kapłani, którzy przeżyli niejednokrotnie byli poddawani torturom, co nie tylko powodowało liczne obrażenia, ale przede wszystkim stracili zdrowie, bo byli w więzieniach czy na Syberii lub w innych miejscach.

Wiele z tych historii zapomina się. Większość jest opisana, bo warto młodzieży, różnym wspólnotom uświadamiać, jak ucierpiał Wschód za Zbruczem. Ci, którzy tam zostali, wiele przeżyli, wiele przecierpieli, znieśli wiele prześladowań.
Czynne kościoły były obstawiane na polecenie władz, w święta religijne kazano ludziom sprzątać ulice czy chodzić do pracy przymusowej.




Mówiono mi wiele razy, że za PRL-u w Polsce było trudno, ale nie brakło apostołów, przewodników. Nie do przebycia jednak była kurtyna Związku Radzieckiego. Ludzie mimo to starali się dotrzeć na Mszę św. Wspominali dojeżdżający do kościoła w Samborze, że spotykali się w drugim wagonie i np. na święta Bożego Narodzenia kolędowali wspólnie.


Ukraina jest państwem bardziej demokratycznym. Religia jest uznawana i każde 10 osób, które chcą zaistnieć jako grupa wyznaniowa musi zostać zarejestrowana, co prowadzi do sytuacji takich jak miejscowość, w której na 9 tys. osób jest 16 wyznań.
Taka sytuacja jak na Ukrainie przyciąga przedstawicieli różnych wyznań, bo ludzie są chętni do słuchania czy dawania. Niektórzy mówią, że oni pielgrzymują od świątyni do świątyni, gdzie coś dają. Mam nadzieję, że to się zmieni.

Razem z kolegą, ks. Mikołajem, udaliśmy się do cerkwi w Krystynopolu, a w następnym roku będziemy w Sokalu, rozmawialiśmy z ludźmi. Cieszą się, że chcemy współpracy. Mam nadzieję, że taka współpraca pokazuje ludziom, że Pan Bóg jest jeden, a my jesteśmy Jego dziećmi i powinniśmy się tym radować.




Jak przyszedłem, w Tartakowie uczestniczyło we Mszy św. 8 osób. A na ostatniej Pasterce było 60 osób. Na Msze św. codzienne przychodzi ok. 30 osób. Są tacy, co chodzą do kościoła i do cerkwi. Nikogo nie przekonujemy na siłę, ale powoli wierzący prawdziwie rozumieją, jak powinno być.
Gdy przyjeżdżają ludzie z Polski, dają wspaniałe świadectwo modlitwy, przypominają ludziom pieśni, które pamiętają z dawnych lat. My wiele pieśni śpiewamy po ukraińsku, bo ludzie zapomnieli i nie umieją już czytać po polsku. A wnuki już polskiego nie znają.



Ludzie tutejsi mają niskie zarobki i nie starcza im pieniędzy na jedzenie, lekarstwa, naukę. To duży problem dla wielu rodzin. Jest też klasa bardzo bogatych i średnio bogatych. Gdy odzyska się parafię, świątynię, trzeba od razu nastawić się na wyrzeczenia. Ale to uczy doceniać wszystko, co uda się zrobić, gesty życzliwości ludzkiej.




Mieszkam w bloku, w Krystynopolu, 23 km od Tartakowa. Zanim znalazłem to mieszkanie, korzystałem z gościnności kolegi, ale woziłem swoje rzeczy w samochodzie. Zresztą i obecnie mam śpiwór i najpotrzebniejsze rzeczy, bo nigdy nie wiadomo, gdzie droga zaprowadzi. Mieszkania w Sokalu były bardzo drogie – 100 dolarów miesięcznie za kawalerkę. Dla mnie to bardzo duże pieniądze.

Zdarzyło się, że zmarła starsza pani, którą opiekowała się p. Walentyna i ona odziedziczyła jej mieszkanie. Zgodziła się mi je wynająć. Nawet mam już dobre kontakty z sąsiadami. Przyszli nawet do kościoła, o który troszczy się ks. Mikołaj. Pomagamy sobie nawzajem.
Ale tak tu już jest. Ks. biskup mieszka przy katedrze w maleńkim pokoiku. W parafii Nadwórna pod Stanisławowem ksiądz mieszka w zakrystii. Inni w wynajętych pokojach, gdzie często, jak pada deszcz, trzeba wiadro podstawiać, by nie kapało na głowę.





Ludzie, którzy wyjechali do Polski, wiele wiedzą, bo im ojciec czy dziad opowiedzieli, jak tu było, a w Związku Radzieckim bano się mówić o korzeniach. Wszyscy tu przeżyli wiele trudnych momentów, dramatów, ale i doznali ludzkiej życzliwości. Trzeba mówić im o wierze, o tym, że będąc osobą wierzącą, trzeba to okazywać wiarę przez uczynki – dobre uczynki zarówno wobec Polaków, jak i Ukraińców.

Jeśli patrzy się na drugiego człowieka jak na brata czy siostrę, to wtedy łatwiej jest się uśmiechnąć czy pomóc. Wiele u nas potrzeb, wiele nam trzeba modlitwy, o którą proszę Was wszystkich. Wiele nam trzeba pomocy, byśmy odzyskali i odbudowali kościoły i wiarę w ludziach.

Ks. Andrzej Mihułka

W trakcie przygotowywania numeru dotarła do nas wiadomość o odzyskaniu kościoła w centrum Sokala


[link widoczny dla zalogowanych]

.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Anna Kozłowska-Ryś
Gość






PostWysłany: Wto 19:52, 08 Sie 2017    Temat postu: Wizerunek Madonny z Tartakowa

.
Wizerunek Madonny z Tartakowa znajduje się w Łukawcu (Sanktuarium MB Łaskawej). Uroczysta koronacja kanoniczna odbyła się 3 czerwca 1991 r.

(Za: Barbara Skowron-Charif, Losy wizerunków maryjnych z terenów wschodnich Dawnej Rzeczypospolitej, PEREGRINUS CRACOVIENSIS, zeszyt 12, 2001)
Powrót do góry
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Jacek Gajos
Gość






PostWysłany: Śro 8:27, 09 Sie 2017    Temat postu:

Jacek Gajos Tomaszowa Lubelskiego
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.pitak.fora.pl Strona Główna -> Turystyka i wypoczynek Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin